Aktualności

21 marca 2013 – Państwo coraz częściej uzurpuje sobie prawo do ingerowania w życie rodziny pod pozorem dbania o dobro dzieci.

Decyzją sądu odebrano dzieci rodzicom

Cel szlachetny, lecz kiedy dla jego realizacji powstają wyspecjalizowane instytucje, zaczynają one żyć własnym życiem i potrzebą udowodnienia swej racji bytu. Im więcej tych instytucji, tym większe ryzyko błędu w ocenie sytuacji.

Bo rodzina była biedna

Coraz częściej słyszymy o nieuzasadnionych przypadkach orzekania przez sądy o odebraniu dzieci rodzicom i powierzeniu ich placówkom opiekuńczym. Dotyczy to sytuacji, w których takie rozstrzygnięcia podejmowano z powodu ubóstwa czy nieporadności rodziców, a nie rzeczywistego zagrożenia bezpieczeństwa dziecka. Tak było np. w marcu 2011 r., gdy sąd zadecydował o odebraniu matce sześciorga dzieci, bo kobieta nie dokończyła urządzania łazienki i nie wyremontowała kuchni. W kwietniu 2011 r. inny sąd zadecydował o odebraniu matce 2-tygodniowego Filipka i umieszczeniu go w pogotowiu opiekuńczym, bo matka dwa dni po porodzie wypisała się ze szpitala, w obawie przed kuratorką, która namawiała ją do oddania dziecka do adopcji. Opuszczenie szpitala stało się powodem do odebrania dziecka. Głośna była też sprawa pani Szwak, której sąd odebrał nowo narodzoną Różę, bo w domu był bałagan, rodzice nieporadni, a matka prawdopodobnie upośledzona umysłowo. Dopiero powszechne oburzenie społeczne spowodowało zmianę decyzji sądu. Ostatnia głośna sprawa to przypadek państwa Bajkowskich z Krakowa, którym sąd odebrał troje dzieci, gdy Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny stwierdził, iż rodzice wadliwie funkcjonują w swych rolach i nie zaspokajają potrzeb emocjonalnych dzieci. Tej sprawie pikanterii dodaje fakt, że postępowanie sądowe wszczęto na skutek donosu ośrodka psychologicznego (w którym rodzice zasięgali konsultacji) o rzekomej przemocy wobec dzieci. Jak się to ma do obowiązku zachowania tajemnicy przez psychologa trudno mi pojąć (art.14 ustawy o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów ). Wzbudza to uzasadniony niepokój o to, jak przestrzegane jest w Polsce prawo do poszanowania życia rodzinnego, gwarantowane w art.8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który brzmi następująco: „Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji”(ust.1 art.8). Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób”(ust.2 art.8 ). Jak słusznie zauważył Europejski Trybunał Praw Człowieka Strasburgu , istotą życia rodzinnego pomiędzy rodzicami a dziećmi jest „wzajemna radość z przebywania ze sobą„ (wyrok w sprawie Eriksson przeciwko Szwecji). Zgodnie ze zdaniem pierwszym art.8 ust.2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w to prawo.Taka jest zasada. Jednakże z uwagi na to, że nie jest to prawo bezwzględne, Konwencja w następnym zdaniu dopuszcza wyjątki od niej. Ingerencja jest dopuszczalna pod pewnymi warunkami, a mianowicie: po pierwsze muszą być przypadki dopuszczalnej ingerencji państwa określone w ustawie, po drugie musi ona być konieczna w demokratycznym społeczeństwie dla osiągnięcia jednego z celów tej ingerencji, np. dla ochrony zdrowia, moralności lub ochrony praw i wolności innych osób. Z reguły państwa powołują się na regulacje ustawowe dające podstawy do ingerencji i na uprawniony cel, jakim jest ochrona praw dziecka. I tak np. w polskim kodeksie rodzinnym i opiekuńczym art.109-112 dają sądowi prawo do umieszczenia dziecka w rodzinie zastępczej, zawieszenia, czy pozbawienia władzy rodzicielskiej w razie zagrożenia dobra dziecka wskutek nienależytego wykonywania władzy rodzicielskiej, trwałej przeszkody w jej wykonywaniu, czy też nadużywania jej lub w razie zaniedbywania w sposób rażący swych obowiązków wobec dziecka.

Jeśli państwa przegrywają sprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, to z powodu niespełnienia warunku konieczności tej ingerencji w demokratycznym społeczeństwie. Wymaga to nie tylko działania państwa w dobrej wierze, ale oparcia rozstrzygnięć na istotnych i wystarczających argumentach. Argumenty te muszą prowadzić do jednoznacznego wniosku, że dziecko nie może dalej pozostawać pod opieką rodziców. Nie jest natomiast uzasadnieniem takiej ingerencji ustalenie, że przejęcie opieki stworzy dziecku korzystniejsze warunki rozwoju. Warunek konieczności ingerencji w demokratycznym społeczeństwie wymaga także, by ingerencja była proporcjonalna do uprawnionego celu ingerencji, jakim jest zwykle dobro dziecka. To wyklucza odebranie dziecka i przejęcie nad nim opieki, o ile wystarczające są środki mniej drastyczne. Niemalże klasycznym wyrokiem Trybunału ilustrującym niespełnienie wymagań Konwencji i ingerencji niedopuszczalnej, podobnej do tych opisywanych przez nasze media jest wyrok w sprawie Kutzner przeciwko Niemcom z 26.02.2002r. Wobec stwierdzenia opóźnienia w rozwoju córek małżonków Kutznerów i niedorozwoju intelektualnego ich rodziców odpowiednie urzędy rozpoczęły działania zmierzające do umieszczenia dziewczynek poza domem rodzinnym. Uwieńczone to zostało orzeczeniami sądowymi opartymi na opiniach biegłych (a jakże !!!) o zawieszeniu władzy rodzicielskiej, umieszczeniu dzieci poza rodziną i nawet zakazie kontaktowania się rodziców z dziećmi przez pierwsze miesiące po odebraniu dziewczynek. Następnie, gdy już sąd zezwolił na odwiedziny rodziców, to było to w obecności aż ośmiu przedstawicieli różnych organizacji dbających o dobro dzieci. Najbardziej szokujące jest to, iż orzeczenie pierwszej instancji nie zostało zmienione mimo apelacji, a skarga kasacyjna nie została przyjęta przez tamtejszy sąd najwyższy. Już po wyrokach sądów krajowych skarżący uzyskali i przedłożyli Trybunałowi w Strasburgu prywatne opinie profesorów w tym psychologa wykluczającego jakiekolwiek zagrożenie dla dobra dzieci w razie dalszego wychowywania przez własnych rodziców i prawnika stwierdzającego naruszenie przez sądy niemieckie art.8 EKPCZ. Władze administracyjne i sądy poprzestały na stwierdzeniu, że zmiana środowiska da szanse dzieciom nadrobienia zaległości w nauce i rozwoju intelektualnym.

Trybunał stwierdził naruszenie przez Niemcy art.8 EKPCZ przez brak poszanowania życia rodzinnego. Ingerencja państwa była wprawdzie oparta o obowiązujące ustawy i w uprawnionym celu, tj. dla dobra dzieci, ale przy naruszeniu zasady konieczności w demokratycznym społeczeństwie. Trybunał uznał, że zastosowane środki były nieproporcjonalne do celu ingerencji i naruszone zostało prawo dzieci i rodziców do bycia ze sobą. W konsekwencji stwierdzenia tego naruszenia Trybunał na podstawie art.41 EKPCZ zasądził 18 tys. Euro zadośćuczynienia za cierpienia moralne rodziców. Przywołuję ten wyrok jako memento dla polskich władz, w tym i sądów. Odbieranie dzieci rodzicom bez uzasadnionych podstaw nie jest jak widać bezkarne i może Polskę narazić na liczne przegrane sprawy przed Trybunałem w Strasburgu. Swoją drogą nasuwa się refleksja, iż orzeczenia władz i sądów niemieckich już na pierwszy rzut oka jawiły się jako wręcz okrutne i trącące dyskryminacją rodziców z powodu ich ułomności intelektualnej. Tak jakby nie wiedziały, że najważniejszym darem rodziców dla dzieci jest ich miłość i obecność. Dobrze, jeśli do tego dochodzi właściwy poziom intelektualny, czy status, ale to są tylko dodatki, do których dzisiejszy świat przywiązuje nadmierną wagą, czego przejawem były zdehumanizowane orzeczenia władz niemieckich.

Adw. Zbigniew Cichoń

autor jest adwokatem występującym przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu