Jerzy Ciesielski – Sługa Boży – przyjaciel Karola Wojtyły

Jerzy Ciesielski (ur. 12 lutego 1929 w Krakowie, zm. 9 października 1970), polski inżynier budownictwa, wykładowca Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu w Chartumie, działacz społeczny, sługa Boży Kościoła katolickiego, przyjaciel Bpa Karola Wojtyły, harcersz, sportowiec, turysta, prekursor polskiej odmiany ruchu „Focolare” (Dzieło Maryi), ojciec dwóch córek i syna.

Jerzy Ciesielski, syn Filipa i Marii z domu Tatarczany, urodził się w Krakowie 12 lutego 1929, jako trzecie ich z kolei dziecko. Starszy jego brat Roman był pracownikiem naukowym Politechniki Krakowskiej, siostra Maria Bronisława zmarła w dzieciństwie 26 listopada 1930 r. Rodzina Ciesielskich mieszkała w Krakowie przy ul. Kasprowicza, później zaś przy ul. Brodowicza. Jerzy został ochrzczony w kościele parafialnym św. Mikołaja w Krakowie w dniu 31 marca 1929 r. Sakramentu chrztu św. udzielił mu wikariusz parafii, ks. dr Władysław Kulczycki. Ojciec Jerzego był z zawodu wojskowym, w późniejszych latach, dla poprawienia sobie sytuacji materialnej rodzice Jerzego otworzyli przy ul. Moniuszki sklep spożywczy.

W roku 1935 rozpoczął Jerzy naukę w siedmioklasowej szkole podstawowej nr 3 im. Świętego Mikołaja w Krakowie przy ul. Lubomirskich. Po jej ukończeniu, w roku 1942, z powodu zamknięcia przez okupanta szkół średnich ogólnokształcących, zaczął uczęszczać do dwuletniej prywatnej Szkoły Handlowej E. Liberdy w Krakowie, przy ul. Senackiej 6. Ukończył ją (oddział sprzedażowy) w lipcu 1944 r. W r. 1944/45, zapewne dla uchronienia się przed wywiezieniem na roboty do Niemiec, pracował w kwaszarni kapusty. W okresie okupacji, równolegle z nauką w Szkole Handlowej, był też prawdopodobnie uczestnikiem tajnych kompletów licealnych, gdyż po zakończeniu wojny, w dniu 10 lutego 1945 r. rozpoczął naukę w VIII Państwowym Gimnazjum i Liceum im. A. Witkowskiego w Krakowie jako uczeń III klasy. Tu także w roku 1948 złożył egzamin dojrzałości.
Jako przedmiot dalszej nauki obrał Jerzy studia techniczne w organizowanej podówczas Politechnice Krakowskiej, będącej jeszcze wtedy filią Akademii Górniczo-Hutniczej, na Wydziale Budownictwa Lądowego. Nie mając wszakże pewności czy uda mu się dostać na ten kierunek, starał się jednocześnie o przyjęcie na istniejące przy Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego Studium Wychowania Fizycznego, gdyż sport, który od wczesnej młodości uprawiał, był jego wielką pasją życiową. Przyjęty na Politechnikę, nie zrezygnował z trzechletnich studiów Wychowania Fizycznego. Na obu kierunkach radził sobie doskonale.
Studia na Politechnice były podówczas dwustopniowe. Po ukończeniu trzeciego roku studenci otrzymywali dyplom inżyniera, po czym odbywali obowiązkowy staż pracy. Staż taki odbył Jerzy w Nowej Hucie jako kierownik grupy budowlanej. Po jego zakończeniu podjął dalsze, dwuletnie studia, uzyskując w roku 1954 dyplom magistra inżyniera. Od 1 stycznia tegoż roku został zaangażowany w Zakładzie Badawczym Materiałów i Konstrukcji Wydziałów Politechnicznych Akademii Górniczej. Na podstawie nakazu pracy, w jesieni tego samego roku podjął pracę w Biurze Projektów Przemysłu Skórzanego w charakterze projektanta. Od 1 stycznia 1955, zatrzymując pół etatu w Biurze Projektów, pracował już na całym etacie w Politechnice. Jednocześnie przygotowywał pracę doktorską na temat: „Realizacja i straty siły naciągania przy odcinkowym sprężaniu powłok cylindrycznych”. Na jej podstawie uzyskał w czerwcu 1960 r. tytuł doktora nauk technicznych.
Wcześniej bo 29 czerwca 1957 r., zawarł związek małżeński z Danutą Plebańczyk, koleżanką ze Studium Wychowania Fizycznego. Ślub odbył się w Krakowie, w kościele akademickim Św. Anny. Związek pobłogosławił ks. prof. Karol Wojtyła. Ze związku tego urodziło się troje dzieci: Maria w r. 1958, Katarzyna w r. 1961 i Piotr w r. 1962. Obowiązki męża i ojca rodziny udawało się Jerzemu łączyć z pracą naukowo-badawczą i dydaktyczną.
W r. 1968 uzyskał stopień doktora habilitowanego (docenta). Wykonywał przy tym liczne ekspertyzy i projekty budowlane, był czynnym członkiem Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa oraz Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT).
W październiku 1969 r. skorzystał z propozycji przyjaciela prof. Jana Kantego Tyszowieckiego, i objął po nim wykłady na Uniwersytecie w Chartumie (Sudan) jako tzw. wisiting professor. Po pierwszym roku pobytu sprowadził do Chartumu żonę i dzieci. W dniu 9 października 1970 r. poniósł śmierć wraz z dwojgiem dzieci w katastrofie statku wycieczkowego na Nilu. Statek osiadł na mieliźnie, pękł i zatonął. Żona w tym dniu pozostała w domu. Najstarsza córka Marysia zdołała się uratować, gdyż przebywała na górnym pokładzie, podczas gdy Jerzy zszedł do kajuty, by uśpić młodsze dzieci. Marysia szczęśliwie skoczyła do wody i dopłynęła do brzegu. Odnaleziono zwłoki Jerzego i małego Piotra. Po dokonanej kremacji żona i córka przewiozły urnę wraz z ich prochami do Krakowa. Po Mszy św. żałobnej, celebrowanej w kościele św. Anny przez J. Em. Ks. Kardynała Karola Wojtyłę, złożono ją w grobie na cmentarzu Podgórskim w Krakowie w dniu 23 listopada 1970 r.

UCZEŃ – STUDENT – PRACOWNIK NAUKOWY – NAUCZYCIEL AKADEMICKI


Droga, jaką przeszedł Jerzy zanim osiągnął stopień docenta i wykładowcy wyższej uczelni nie była ani prosta ani łatwa. Miał zaledwie 10 lat i ukończone cztery klasy szkoły podstawowej (powszechnej), gdy wybuchła wojna. Kiedy ukończył klasę siódmą i zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami mógł przejść do szkoły średniej o profilu humanistycznym lub matematyczno-przyrodniczym nie było już możliwości wyboru. Okupant zezwalał jedynie na prowadzenie szkół organizowanych pod kątem kształcenia młodzieży na nisko kwalifikowanych pracowników zawodowych w zakresie rzemiosła, handlu i innych drobnych usług. W tej sytuacji Jerzy wybrał szkołę handlową. Jednocześnie przerabiał program klas gimnazjalnych (prawdopodobnie na tajnych kompletach) tak, że po zakończeniu wojny mógł rozpocząć naukę od razu w klasie trzeciej gimnazjalnej. W liceum był dobrym uczniem, chociaż zdarzały się na świadectwach stopnie dostateczne. Egzamin maturalny złożył z postępem bardzo dobrym, zaledwie z trzema ocenami dobrymi. Solidne podstawy wiedzy zawdzięczał wybitnym profesorom, pod których kierunkiem się kształcił.
Jego zainteresowania i uzdolnienia kierowały go ku naukom technicznym. Był studentem zdolnym i pilnym. Łącząc studia na dwóch Wydziałach, zdawał egzaminy w przepisanych terminach, na ogół z bardzo dobrymi wynikami. Wysoko stawiał sobie poprzeczkę w każdej dziedzinie. Nie poprzestał na uzyskaniu stopnia inżyniera, uważał, że należy maksymalnie wykorzystać zdolności i talenty. Kiedy już uzyskał tytuł naukowy magistra inżyniera, nadal doskonalił swoją wiedzę przygotowując pracę doktorską, co zapewne nie było wcale łatwe, gdyż był już obarczony obowiązkami męża i ojca. Uzyskawszy doktora, rozpoczął przygotowania do pracy habilitacyjnej, którą ukończył w 1968 r. Był już wtedy wybitnym specjalistą w swoim zawodzie, cenionym nie tylko w kraju ale i za granicą. Gruntowna stale pogłębiana wiedza, znajomość języków obcych (francuskiego, angielskiego) umożliwiały mu nie tylko korzystanie z fachowej literatury zagranicznej ale i przeszczepianie zdobyczy obcej nauki na teren Polski. Za wybitne osiągnięcia w dziedzinie techniki otrzymał nagrodę II stopnia Naczelnej Organizacji Technicznej.
Od 1960 roku prowadził w Politechnice Krakowskiej wykłady dla studentów. Jako nauczyciel akademicki był powszechnie ceniony i lubiany przez młodzież, czego wyrazem było przyznanie mu pierwszej nagrody w dziedzinie dydaktyki na Uczelnianym Konkursie Zrzeszenia Studentów Polskich. Owocem jego działalności naukowej i liczącym się wkładem w dorobek nauki technicznej w Polsce jest m.in. 41 opublikowanych przez niego prac z zakresu konstrukcji żelbetowych, i współautorstwo trzech patentów.

HARCERZ – SPORTOWIEC – TURYSTA


Niemałą rolę w kształtowaniu postaw życiowych Jerzego odegrało harcerstwo, z którym związał się jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Należał do IV drużyny im. Jerzego Grodyńskiego, zdobywał w niej kolejne stopnie zastępowego, potem przybocznego drużyny. Praca w harcerstwie rozbudziła w nim m.in. upodobanie i zamiłowanie do sportu, do zdobywania sprawności fizycznej, do wycieczek i wędrówek, do szeroko i mądrze pojmowanej turystyki. Kiedy otworzyła się przed nim trudna możliwość łączenia studiów na dwóch Wydziałach, podjął ten trud bez wahania. Intensywne zajęcia i ćwiczenia fizyczne nie przeszkodziły mu w studiach technicznych. Traktując studia politechniczne jako pierwszoplanowe, ukończył Studium Wychowania Fizycznego bez magisterium, uzyskując prawo nauczania tego przedmiotu. Doskonałe warunki fizyczne umożliwiały mu praktykowanie wielu dyscyplin. W okresie studiów był członkiem Klubu Sportowego „Cracovia” i grał w zespole koszykówki, reprezentując Polskę na zawodach międzynarodowych. W Akademickim Związku Sportowym uprawiał wioślarstwo. Posiadał uprawnienia instruktora pływackiego i narciarskiego, bywał niemal corocznym uczestnikiem ogólnopolskiego spływu kajakowego na Dunajcu. Od 1952 roku organizował spływy kajakowe w różnych częściach kraju. Organizował też liczne wycieczki, piesze, rowerowe, kajakowe. O tym, jak bardzo cenił rolę turystyki i jakie widział w niej wartości świadczy jego własna wypowiedz, zamieszczona na łamach pisma „Homo Dei” (1957 nr 3, s. 426 i n.). Pisał tam m.in. „Turystyka w porównaniu ze sportem wyczynowym posiada znacznie przejrzystszą problematykę. U jej podstaw jest z jednej strony potrzeba wysiłku fizycznego, a z drugiej zaś potrzeba odpoczynku psychicznego. Te dwa na pozór sprzeczne ze sobą elementy wzajemnie się uzupełniają, a właściwie umożliwiają. Prawem kontrastu, człowiek zmęczony pracą umysłową skłania się do wysiłku fizycznego, a wypoczynku od hałasu i zawrotnego tempa codziennego życia szuka w ciszy i pełnym majestatu spokoju przyrody. Każdy kto przeżył choćby tylko jedną udaną wędrówkę górską czy wodną zna dobrze to uczucie świeżości tę jakąś wewnętrzną dyspozycję do życzliwości, jaka się w nim wytwarza i zawsze na pewien okres czasu zostaje. Dobrze zorganizowana i przeżyta turystyka daje radość życia w najlepszym znaczeniu. Sam to wielokrotnie odczułem, wędrując w gronie przyjaciół”.
Ciekawość i chęć poznania świata zadecydowała m.in. i o tym, że Jerzy podjął pracę w Chartumie. Wykorzystując pobyt w Sudanie, zwiedził także Liban i Etiopię. Bowiem sport i turystyka były, obok zainteresowań nauką i techniką, drugą wielką pasją jego życia.

OJCIEC RODZINY


Jerzy nigdy nie wątpił w to, że jego życiowym powołaniem jest małżeństwo i rodzina. Związek małżeński z Danutą Plebańczyk zawarł w czerwcu 1957 r., poprzedzając podjęcie tej decyzji modlitwą i skupieniem w Tyńcu. Małżeństwo i rodzina zajmowały go zawsze jako problem. „Dla mnie – wspominał ks. Kardynał Karol Wojtyła (Tygodnik Powszechny 1970 nr 51-52) – rozmowy z Jerzym na temat ten stanowiły jedno ze źródeł inspiracji. Studium „Miłość i odpowiedzialność” powstało na marginesie tych, między innymi, rozmów”.
Po ślubie Jerzy zamieszkał w domu rodziców żony. Wiele pracy włożył w zaadaptowanie dotychczasowych pomieszczeń, w ich skromne, funkcjonalne wyposażenie, przystosowanie do potrzeb powiększającej się rodziny. Jerzy był ojcem trojga dzieci: dwóch córek i syna. Cieszył się urodzeniem każdego dziecka, cieszył się też miłością i szacunkiem dzieci. Mimo rozlicznych zajęć i dodatkowych prac podejmowanych dla sprostania kosztom utrzymania najbliższych, znajdował czas dla żony i dla dzieci. Poświęcał im bez reszty każdą wolną chwilę. Wspólna z dziećmi wieczorna modlitwa, wspólne sobotnie czytanie i omawianie tekstów niedzielnej Ewangelii, wspólne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. stwarzało atmosferę szczerej religijności i pogłębiało wzajemną miłość rodziców i dzieci. Troska o ich wychowanie religijne była troską pierwszoplanową. Kiedy zarysowała się możliwość wyjazdu całej rodziny do Chartumu, zadbano przede wszystkim o wcześniejsze przygotowanie i doprowadzenie młodszych dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii św. przewidując, że tam w Sudanie mogłoby to być połączone ze zbyt wielkimi trudnościami. Nie zamykano się przy tym w czterech ścianach własnego domu. Jerzy i jego żona podtrzymywali żywe kontakty z rodzinami wielu przyjaciół, spośród nich wybierali rodziców chrzestnych swoich dzieci, sami również podejmowali z pełną odpowiedzialnością ten zaszczytny obowiązek. Koncepcja utworzenia „rodziny rodzin”, to znaczy grupy zaprzyjaźnionych rodzin katolickich, wymieniających poglądy na interesujące je tematy, pomagających sobie wzajemnie, spotykających się z okazji uroczystości chrztów, pierwszych Komunii św. dzieci, czy innych okoliczności powstała z inicjatywy między innymi i Jerzego. On sam był człowiekiem towarzyskim. Umiał się bawić, śpiewał, grał na gitarze, doskonale tańczył, świetnie organizował i wymyślał zabawy dla dzieci i dla starszych. Był także dobrym synem i bratem. Po śmierci ojca w 1953 r. otoczył matkę czułą i troskliwą opieką. Niemal natychmiast po swoim wyjeździe do Sudanu (po dwumiesięcznym tam pobycie) wysłał jej zaproszenie na wyjazd do Rzymu, a potem razem z nią zwiedzał Wieczne Miasto. Żył w serdecznej przyjaźni ze starszym bratem, a po wyjeździe z kraju utrzymywał żywy kontakt listowny ze swoimi najbliższymi. Aby nie przedłużać rozłąki z żoną i dziećmi, po rocznym pobycie w Sudanie, sprowadził ich do Chartumu, ciesząc się, że i oni będą mogli poznać daleki i egzotyczny kraj. Wziął wtedy na siebie obowiązek odwożenia dzieci do szkoły, zaopatrzenia domu i wprowadzenia rodziny w miejscowe zwyczaje. W stosunku do dzieci czuły i opiekuńczy, zginął z dwojgiem młodszych, z którymi zszedł do kajuty, aby je uśpić.

ŻYCIE RELIGIJNE


Podstawowe wychowanie religijne wyniósł Jerzy z rodzinnego domu. W szkole podstawowej miał bardzo dobrego katechetę, ks. Jana Rosiewicza. On też przygotowywał Jerzego do Pierwszej Komunii św., do której przystąpił w kościele 00 Karmelitów Bosych w Krakowie. Już wówczas zaczął angażować się czynnie w życie Kościoła jako ministrant. Tę posługę ministranta pełnił zresztą coraz bardziej świadomie przez długie lata szkolne i studenckie. W szkole średniej katechetą jego był ks. dr Stanisław Dąbrowski, wspaniały wykładowca i nauczyciel, przy czym człowiek głębokiej pobożności eucharystycznej i maryjnej. On też zachęcił Jerzego – który po złożeniu egzaminu dojrzałości odbył rekolekcje zamknięte w Tyńcu, w opactwie 00 Benedyktynów i na nowo, w pełni świadomie „odkrył” Pana Boga – do zgłoszenia się w duszpasterstwie akademickim przy kościele św. Anny w Krakowie.
Wielki wpływ na rozwój życia religijnego Jerzego wywarło harcerstwo, które było ruchem młodzieżowym zmierzającym do wychowania fizycznego i moralnie zdrowych, i pełnowartościowych ludzi w oparciu o etykę i wartości chrześcijańskie. To już tutaj wyrabiał Jerzy poczucie odpowiedzialności za siebie i za innych, rzetelność, wewnętrzną dyscyplinę, tu uczył się dostrzegać piękno świata, tu poznawał radość jaką daje wysiłek, koleżeństwo, przyjaźń, poczucie wspólnoty w dążeniu do ideału.
Z chwilą rozpoczęcia studiów znalazł się Jerzy w kręgu młodzieży skupionej w Duszpasterstwie Akademickim przy Kościele św. Anny. Część tej młodzieży (Jerzy również) należała do organizacji założonej jeszcze przed wojną przez ks. E. Szwejnica pod nazwą Iuventus Christiana. Kapelanem akademickim i opiekunem iuventusowej młodzieży był podówczas ksiądz (potem biskup) Jan Pietraszko. Prowadził on cotygodniowe komentarze ewangeliczne a także niedzielne Msze św. recytowane, tak zwane „ósemki”. Jerzy przez długie lata był ich pilnym uczestnikiem, pełniąc jednocześnie posługę ministranta. Uczestnicy „ósemek” tworzyli niezorganizowaną; a mimo to bardzo zwartą wspólnotę, którą przez wiele lat, jeszcze i po ukończeniu studiów łączyło wspólne słuchanie i rozważanie Słowa Bożego i uczestnictwo w niedzielnej Eucharystii. We wspólnocie tej samorzutnie utworzyły się grupy ludzi bardzo blisko ze sobą zaprzyjaźnionych, spotykających się i poza Kościołem, na wycieczkach, opłatkach czy imieninach. Tym, co jednak najbardziej łączyło i cementowało tę więź był ołtarz i ofiara Mszy św. Wieloletnie odczytywanie i rozważanie Słowa Bożego w kontekście współczesności i aktualnych zadań człowieka wierzącego kształtowało duchowość i postawę słuchaczy. Jerzy dojrzewał wewnętrznie w tej właśnie szkole.
W 1952 r. związał się również z duszpasterstwem akademickim przy kościele św. Floriana, prowadzonym przez ks. prof. Karola Wojtyłę. Znajomość z NIM przekształciła się z czasem w wielką przyjaźń. Omawiali wspólnie rozmaite życiowe problemy, często wspólnie wędrowali po górskich i wodnych szlakach. Po śmierci Jerzego wspominał ks. Kardynał Karol Wojtyła, że najczęstszymi tematami ich rozmów było „małżeństwo jako sakramentalna droga powołania dwojga ludzi” oraz praca zawodowa „jako prawidłowa komponenta życia osobistego, rodzinnego a także jako komponenta powołania chrześcijańskiego”. To zapewne te rozmowy dały początek tworzeniu się wspomnianej już „rodzinie rodzin”, skupiającej młode, podobnie myślące małżeństwa dla wspólnego dyskutowania aktualnych w ich życiu problemów, świadczenia sobie wzajemnej pomocy, wspólnego dzielenia radości i smutków. W tych spotkaniach i rozmowach także i Jerzy coraz bardziej pogłębiał swoją świadomość realizowania powołania świeckiego chrześcijanina we współczesnym świecie. W dyskusjach podkreślał zawsze, że nie formy organizacyjne i rozmaite struktury, ale przede wszystkim życie według Ewangelii i współdziałanie z łaską świadczą o autentycznie chrześcijańskiej postawie i o skuteczności wszelkiej pracy apostolskiej.
W r. 1968 zetknął się Jerzy w Krakowie z powstałym we Włoszech i zataczającym coraz szersze kręgi ruchem „Focolare”, noszącym oficjalną nazwę Dzieła Maryi. Jego członkowie starają się ukazywać współczesnemu światu w jaki sposób chrześcijanin XX wieku ma żyć na codzień Ewangelią, jak dążyć do osobistej świętości i do uświęcenia świata, a tym samym pomagać w spełnieniu się Chrystusowego pragnienia, „aby wszyscy byli jedno”. Zarówno założenia jak i metody focolaryjne wzbudziły zainteresowanie Jerzego. Poznawszy je bliżej, zetknąwszy się z tymi, którzy przejęli się duchem tego Dzieła stwierdził, że jest to „tak autentyczna miłość, że gdy się z tym spotka, nie można przejść obojętnie”. Uznał więc, że tam jest jego miejsce. W lecie 1969 roku, mimo przygotowań do bliskiego już wyjazdu do Chartumu, wziął czynny udział w pięciodniowym zjeździe focolorinich w Zakopanem. Jadąc do Sudanu, zatrzymał się w Rzymie i tam nawiązał kontakty z Ruchem. Nawiązał również kontakt w Bejrucie z osobami odpowiedzialnymi za to Dzieło na Bliskim Wschodzie. W głębokim przekonaniu o możliwościach tego Ruchu, zwłaszcza w zakresie działania na rzecz ocalenia watości rodziny, zainicjował to Dzieło w Chartumie. Do powstającej tam grupy należeli, oprócz katolików, także protestanci i prawosławni koptowie. Gromadzono się co dwa tygodnie dla omówienia ideowych założeń Dzieła i wymiany doświadczeń, pozwalającej lepiej poznać się wzajemnie, rozwiązać trudne problemy współżycia ze środowiskiem muzułmańskim. Jerzy swoją duchową dojrzałością, pogodą i spokojem zyskał sobie w tym gronie sympatię i szacunek.
W Sudanie pogłębił Jerzy jeszcze bardziej swoją świadomość powszechności Kościoła. W tamtejszym środowisku chrześcijanie stanowili mniejszość, a Kościół tamtejszy jest Kościołem ubogich i skupia przede wszystkim murzyńską biedotę. Tych źle ubranych, często bezdomnych, pogardzanych przez zamożniejszą ludność arabską biedaków spotykał Jerzy w miejscowym kościele. Przekonał się wówczas i sam tego doświadczył, jak trudno jest europejskim katolikom dostrzec braci w tych ludziach. Chciał stanowić jedno także i z tymi, tak bardzo różnymi braćmi. Również i tam, w Chartumie, szukał ludzi podobnie myślących, chcących budować lepszy, bardziej ludzki świat w oparciu o Ewangelię. Swoją postawą otwartości i życzliwości zdołał i na tamtejszym terenie znaleźć szczupłe grono takich przyjaciół a doświadczenie tamtejszego Kościoła pogłębiło w nim nie tylko świadomość braterstw z najuboższymi, ale i poczucie odpowiedzialności za ewangelizację świata. Tak w kraju jak i tam w Chartumie był człowiekiem Eucharystii i często służył do Mszy św.

SYLWETKA DUCHOWA


Jerzy był naturą bogatą, wyposażoną w liczne uzdolnienia i talenty. Umysł miał chłonny, jasny, bystry, nauka nigdy nie sprawiała mu trudności. Przeważały u niego zamiłowania do nauk ścisłych, technicznych. Rzeczowy, systematyczny, zorganizowany w działaniu, był człowiekiem subtelnym i wrażliwym, ciekawym poznawania świata. Kochał świat, zachwycał się pięknem przyrody, cieszył się życiem. Obca mu była wszelka bylejakość i połowiczność. Jeżeli angażował się w jakieś przedsięwzięcie, czy w jakąś pracę, robił to możliwie jak najlepiej. Sukcesy w nauce, w pracy zawodowej, szacunek i sympatia jaką cieszył się wśród studentów, kolegów i przyjaciół najlepiej o tym świadczą. Kultura osobista i delikatność ułatwiały mu kontakt z ludźmi. Miłość bliźniego pojmował bardzo konkretnie i praktycznie, przede wszystkim jako pomoc i to pomoc rozumną, wyzwalającą dobro w drugim człowieku. Niezawodny i wierny w przyjaźni, opiekuńczy, serdeczny i czuły to cechy, które stwierdzają wszyscy, którzy go znali. Współpracownicy podkreślali jego prostotę i skromność przy wielkiej wiedzy technicznej. Promieniował przy tym radością i pogodą choć nie omijały go troski i przykrości. Byli i tacy, których raził swoją bezkompromisową postawą. Był bowiem zbyt jednoznaczny, „czytelny” i nigdy nie zamazywał swojej postawy, choć ostentacyjnie się z nią nie obnosił. A czasy nie były dla takich ludzi łaskawe. W sytuacjach konfliktowych i trudnych zachowywał spokój i milczenie.
Ten wewnętrzny spokój i harmonijną osobowość zawdzięczał głębokiemu życiu religijnemu. Był człowiekiem modlitwy i Eucharystii. Częsta Komunia św. była źródłem jego wewnętrznej siły i wewnętrznego ładu. O tym, jak bardzo cenił sobie możliwość spotkań z Bogiem w Eucharystii świadczy choćby taki fakt, że organizując wycieczki turystyczne w gronie przyjaciół bardzo starał się o to, by wśród nich był ksiądz, by można było codziennie uczestniczyć we Mszy św. On także był zawsze pierwszy do budowania ołtarza polowego i pełnienia roli ministranta. Znał i kochał liturgię, rozumiał i cenił jej rolę. „Lubił się modlić i wykorzystywał każdą po temu okazję” – wspominał ks. Kardynał Wojtyła. Dążył do ustawicznego pogłębiania swej wiary przez studium Ewangelii a także poprzez rozmowy i dyskusje z przyjaciółmi. Na pewno zdecydowanie i konsekwentnie dążył do świętości, choć nigdy o tym nie mówił. Całe swoje życie rodzinne i zawodowe pojmował jako zadanie postawione mu przez Boga. Był zanurzony w doczesności, zaangażowany w różne dziedziny życia ale odczytywał je i realizował w świetle – jak sam to określał – „nadprzyrodzonej orientacji”. Ona nadawała jego życiu właściwy kierunek, ona też sprawiała, że naturalne jego zdolności, talenty, zalety nabierały coraz pełniejszego blasku. W swoich „ósemkowych” homiliach z lat pięćdziesiątych, których tak pilnie słuchał Jerzy, ks. Jan Pietraszko mówił m.in.: „świętość rzeczywista, realna, realizuje się w nas przez najprostsze rzeczy, w trosce o sprawy materialne, na równi z tymi najbardziej szczytowymi spotkaniami z Bogiem”, a „święty współczesny jest tak zwyczajny, tak ludzki, nie występuje zupełnie z tłumu, czasem tylko błyśnie, zaskoczy i potem znów idzie dalej. Święci legitymują się dopiero zza grobu, stąd promieniuje ich wielkość”. Wydaje się, że taki właśnie program świętości realizował Jerzy całym swoim życiem.

* * *

W pierwszą rocznicę śmierci, z inicjatywy przyjaciół, wmurowano w kościele św. Anny w Krakowie tablicę pamiątkową, dedykowaną pamięci Jerzego Ciesielskiego „chrześcijanina XX wieku, który życiem swym dawał świadectwo miłości Boga i bliźnich”.
W dniu 3 maja 1982 r. 52-osobowa grupa skierowała na ręce Księdza Kardynała Franciszka Macharskiego prośbę o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego. Konferencja Episkopatu Polski w dniu 8 listopada 1985 r. wyraziła na to zgodę. Komunikat o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego w sprawie heroiczności cnót Sługi Bożego Jerzego CIESIELSKIEGO ogłosiła Kuria Metropolitalna w Krakowie w dniu 30 listopada 1985 roku. W miesiąc później, 31 grudnia 1985 r. w kaplicy Arcybiskupiej w Krakowie odbyła się pierwsza sesja uroczystego otwarcia procesu. Ksiądz Kardynał Franciszek Macharski mianował postulatorem tej sprawy Księdza Infułata Czesława Obtułowicza, Oficjała Sądu Metropolitalnego.

AUDYCJE O JERZYM CIESIELSKIM W „RADIU MARYJA”:
cz 1; cz. 2; cz 3.


Modlitwa o beatyfikację Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego

Wszechmogący Boże, Miłosierny Ojcze nasz, Ty obdarowałeś Twojego sługę Jerzego szczególną łaską wierności Chrystusowi w pracy naukowej i w życiu rodzinnym. Za jego wstawiennictwem wspieraj mnie i moją rodzinę w dawaniu chrześcijańskiego świadectwa w życiu codziennym.
Za przyczyną Twojego sługi Jerzego udziel mi też łaski, o którą Cię dzisiaj proszę... a swego sługę obdarz chwałą ołtarzy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu...

Z notatek i listów Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego:
„...odgadywanie myśli Bożej (zawód, praca, decyzja w ważnych momentach), radosne spełnianie w ten sposób powstałych obowiązków z intencją – „dla Ciebie Boże” – składa się na świętość”.
„Wszystko czynić przez Miłość Chrystusa tak, by przy nas obecny Pan Jezus mógł nam błogosławić”.
„Przyszłość jest niewiadomą... Rozpatrywanie przeszłości – wątpliwe daje korzyści. Wydaje mi się, że możliwości startu są szerokie. Obojętnie skąd się zaczyna, byle zacząć i iść... Czy nie dobrze byłoby codziennie rano zadawać sobie pytanie: w jaki sposób mam dzisiaj służyć Bogu?”
„Bóg jest realną Osobą, która mnie umiłowała. Stąd i ja muszę Go miłować. A miłość to znaczy dawać siebie”.
„Konkretny człowiek... może, a nawet powinien mieć wytyczoną, choćby w ogólny sposób drogę do świętości. Mieć ideał, do którego dąży... Ideał świętości – można krótko mówiąc – określić jako wypełnianie obowiązków stanu z nadprzyrodzoną orientacją. Aby to było możliwe trzeba prowadzić życie religijne wewnętrzne, będące niejako prądnicą, która ładuje akumulator mej osoby na codzienne działanie...”
„Wykonywana praca ma mieć swą doskonałość; ma być dobrze wykonana jako obowiązek stanu dla orientacji nadprzyrodzonej. Dla zbawienia nie jest ważne co się robi, ale jak się robi”.
„Każdy z. nas otrzymał do przebycia własną drogę, własne powołanie. Od wierności temu powołaniu zależy sens mego istnienia: Twoja chwała, nasza zasługa na szczęście wiekuiste. Spraw Panie, abym zrozumiał me powołanie na każdy dzień i daj mi Twą Łaskę, abym mu był wierny...”
„...Dziękuję Ci za to, że jestem. Że mam szansę na wieczne szczęście w Tobie. Nie dopuść – o Dobry Boże – abym tę szansę kiedyś zaprzepaścił”.
„Na końcu życia jest niewątpliwie śmierć... Po śmierci jest sąd... Ten sąd jest weryfikacją całego życia, jego ostateczną oceną. Czy zatem nie jest rzeczą logiczną kryteria sądu ostatecznego stosować w życiu na co dzień, aby mieć w pamięci, co nas w decydującym momencie czeka?...”


– KARDYNAŁ WOJTYŁA O JERZYM CIESIELSKIM - KAROL KARDYNAŁ WOJTYŁA W CZASIE MSZY ŚW. ZA DUSZE ŚP. JERZEGO, KATARZYNY I PIOTRA CIESIELSKICH 29 PAŹDZIERNIKA 1970

Moi Drodzy, nie chcę aby to co powiem było kazaniem, chcę żeby tylko było treścią naszej wspólnej modlitwy.
Kiedy szukałem dla tej modlitwy jakiegoś wzoru, znalazłem tylko jeden: modlitwa Chrystusa w Ogrójcu. Może dobrze jest, że się spotykamy w czwartek wieczorem, właśnie w tych godzinach, w których Jezus modlił się w Ogrójcu.
Wszyscy, którzy się tu spotykamy, przychodzimy po to, ażeby się modlić. Przede wszystkim modlić się za Tych, co odeszli, których bieg życia ziemskiego został przerwany: za Jurka i za Jego dzieci, za Kasię i za Piotra.
Ale prawdą jest, że modląc się za Nich, czujemy jakąś potrzebę modlitwy za siebie, za wszystkich, którzy zostali przy życiu. Włączamy do tej wspólnoty przede wszystkim Marysię i Danusię, które są daleko od nas, ale które chcemy mieć tutaj wśród siebie, w tej naszej wspólnocie modlitwy, i razem z nimi, za nich i za siebie, prosimy przede wszystkim, ażebyśmy umieli poradzić sobie z tym doświadczeniem, z tym cierpieniem, które nas dotknęło. Mówię „nas” choć zdaję sobie sprawę z tego, kto tutaj ponosi największą ofiarę. Modlimy się więc o to, żebyśmy umieli z tym cierpieniem, z tym naszym wspólnym doświadczeniem, sobie poradzić. Żebyśmy umieli jakoś mu sprostać. Wszyscy bowiem mamy poczucie – po ludzku – straszliwej straty. Więcej jeszcze: mamy poczucie jakiejś wyrwy.
I może teraz, w świetle tego, co się stało, lepiej widzimy, kim On był dla nas; jak bardzo On był w każdym z nas. Może właśnie ta strata, to wydarzenie, w całej pełni dopiero nam to uświadomiło. I dlatego tak bardzo trudno jest nam poradzić sobie; szukamy więc klucza, szukamy rozwiązania, szukamy odpowiedzi. – Kredy zawodzą wszystkie inne metody, odnajdujemy tą jedyną, w której nam się to wydarzenie jakoś mieści; metodę modlitwy; i szukamy tego wzoru modlitwy, który nam zostawił Chrystus w Ogrójcu. Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu, której słowa znamy, leży tak bardzo blisko wszystkich ludzkich cierpień; leży tak bardzo blisko nie tylko Jego krzyża, ale także każdego naszego krzyża. Modlitwa ta jest tak pełna prawdy o człowieku; jest w niej lęk przed cierpieniem, przed stratą, przed złem – przed tym, co człowiek widzi jako złe. I Chrystus daje temu świadectwo: chociaż ma pełną świadomość jako Bóg, że to zło, to cierpienie, będzie służyło dobru.
Poza tym modlitwa Chrystusa w Ogrójcu, Jego prośba, pozostaje właściwie niespełniona. Chrystus mówi: „...oddal ode mnie ten kielich...” – kielich nie zostaje oddalony. Równocześnie wiemy, jakiemu spełnieniu służyło to niespełnienie.
My wszyscy, którzy tu jesteśmy, mamy uczestniczyć w Ofierze. Mało kiedy to słowo i to uczestnictwo posiadało taką autentyczność, zawierało w sobie taką prawdę, jak ten dzisiejszy wieczór. I chociaż tak bardzo trudno jest nam złożyć w ofierze śmierć człowieka, śmierć człowieka, którego tak bardzo widzieliśmy w centrum życia i tak bardzo wiele po Nim oczekiwaliśmy – i śmierć dwojga maleńkich dzieci. Chociaż tak trudno nam to złożyć w ofierze, to równocześnie także zdajemy sobie sprawę z tego, że wciąż są potrzebne ofiary.
Składając tę ofiarę, w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu, oddajemy Ich Chrystusowi. Niczego innego nie potrafimy uczynić i niczego więcej nie potrafimy zrobić. Oddajemy Ich Chrystusowi z jakimś głębokim przekonaniem, że On Ich już przyjął. Że w tym niespełnieniu zawiera się jakieś inne, większe od niego spełnienie. – Tak myślimy o tych, co odeszli.
A równocześnie myśl nasza zwraca się do tych wszystkich, co pozostali. Do tych wszystkich, którzy najbardziej składają tę ofiarę; i dla nich, a w pewnym sensie dla nas też – ale przede wszystkim dla tych, co najbardziej składają tę ofiarę – prosimy o taką moc, jaką otrzymał Chrystus powstając po modlitwie w Ogrójcu. O taką moc, która pozwoli spojrzeć inaczej, aniżeli patrzy człowiek; która pozwoli uchwycić tę Bożą propozycję pomiędzy niespełnieniem i spełnieniem. O taką moc, która pozwoli udźwignąć krzyż i pozwoli uczestniczyć w tajemnicy Chrystusowego zmartwychwstania, poprzez którą wszyscy przechodzimy: i ci, co odeszli i ci, co zostali. Wszyscy poprzez tę tajemnicę paschalną, tajemnicę Chrystusowej męki – Ogrójca i Kalwarii – i Zmartwychwstania wszyscy przechodzimy. On czyni nas w tej tajemnicy darem dla Ojca i do tego Ojca nas doprowadza.
I w tej wspólnocie, moi Drodzy, starajmy się odnaleźć – tak, jakeśmy się odnajdywali tyle razy, w tylu okolicznościach radosnych, także i niektórych bolesnych – starajmy się odnaleźć jeszcze raz i uczestniczyć według całej miary cierpienia, ale także i nadziei, w Ofierze Pana Naszego Jezusa Chrystusa, którą dzisiaj – tak, jak tyle razy – daje nam, ażeby stała się naszą ofiarą. Żeby stała się miejscem naszego spotkania z Ojcem, i z Tymi, co odeszli do Ojca, i z tymi, którzy tutaj zwracają się do tego Ojca tak, jak codziennie i mówią: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie, święć się Imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Amen.

KAROL KARDYNAŁ WOJTYŁA – KAZANIE W DNIU POGRZEBU ŚP. JERZEGO, KATARZYNY I PIOTRA CIESIELSKICH W KOŚCIELE ŚW. ANNY W KRAKOWIE, 23 LISTOPADA 1970


My wszyscy, którzy przychodzimy dziś do kościoła Św. Anny i pójdziemy potem na cmentarz, ażeby odprowadzić doczesne szczątki naszych Drogich Zmarłych, na pewno odkąd doszła do nas wiadomość o Ich śmierci, stawiamy sobie różne pytania. I bardzo często jesteśmy bezradni: jesteśmy po ludzku bezradni. Tutaj, przy tej trumnie, która kryje tylko prochy, musimy zostawić na boku te pytania. Musimy być wierni tym prochom; wierni człowiekowi, który od nas odszedł; wierni temu, kim On zawsze był.
Był zawsze człowiekiem głębokiej wiary, w wierze przyjmował całą prawdę Bożą, całe świadectwo Boga w sobie nosił z wyjątkową konsekwencją. Mówi Pismo, że ten kto wierzy, ma świadectwo Boga w sobie. Wierzył więc zarówno w to, co wyrażają słowa: „Pamiętaj, ze jesteś prochem i w proch się obrócisz” i wierzył w to, co przypominają słowa dzisiejszej, żałobnej liturgii, co powiedział Pan Jezus siostrze Łazarza – powiedział: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie!”.
Jurek nosił świadectwo Boga w sobie. I to świadectwo przekazywał: przede wszystkim przekazywał swoim najbliższym; przekazywał to świadectwo obojgu: i Kasi i Piotrowi; obojgu, którzy odeszli od nas z Nim razem. Wiedział, że tego świadectwa Boga, które nosił w swej duszy, nie można chować pod korcem, że jest ono światłem i dlatego też dawał świadectwo. Jesteśmy pełni tej świadomości, że odszedł od nas człowiek, który dawał świadectwo. Odważę się powiedzieć: dawał wyjątkowe świadectwo. Było ono wyjątkowe także i dlatego, że nigdy nie mówił: ja daję świadectwo. A wszyscy wiedzieli, że je daje. I nigdy też nie mówił: ja dążę do świętości. A wszyscy wiedzieli, że dąży. Raz nawet mi to powiedział, ale nie tak: ja dążę. Powiedział: „chrześcijanin powinien dążyć do świętości”. Było to jeszcze przed II Soborem Watykańskim, który tę samą prawdę wyraził w swoim głównym dokumencie. Myśmy wszyscy o tym wiedzieli, że tak jest.
Wczoraj dostałem jeszcze jeden list od osoby bliskiej nam, która daleko za granicą dowiedziała się o tej śmierci. Niestety, nie zabrałem tekstu, więc powtórzę z pamięci. Pisze: „Rzadko kto tak jak On dążył do Boga”. I pisze dalej: „widziało się, jak z latami zmienia się Jego stosunek do ludzi. Jak staje się coraz bardziej serdeczny, coraz bardziej wrażliwy, coraz bardziej czuły, coraz bardziej opiekuńczy”.
My wszyscy, którzy patrzyliśmy na Niego z bliska, wiemy, że tak było. Wiemy, że to było Jego świadectwo, i wiemy, że tak odczytywał to świadectwo Boga, które w sobie nosił przez wiarę i które się musiało otworzyć na zewnątrz: w czynach... Swoją drogę do Boga pojmował jako radość i zarazem jako trud; jako trud zwyczajny, codzienny, nie tylko okolicznościowy czy odświętny. Wiarą przenikał wszystko: swoje życie osobiste, swoje powołanie życiowe, swoje powołanie do małżeństwa. Do końca życia we zapomnę tych rozmów, które wtedy toczyliśmy z sobą. Swoje powołanie zawodowe, swoje miejsce w środowisku i we wszystkich środowiskach. Nie zrażał się do ludzi; miał tak głęboką wiarę w Boga, że ta pozwalała Mu zawsze znajdować taki stosunek do ludzi, jakiego chce od nas Bóg.
Moi Drodzy, nie powiem więcej. Wszyscy czujemy, że trzeba by więcej mówić; trzeba by to jakoś zapisać, jakoś utrwalić. Taka świadomość nawiedza wielu z nas, od chwili, kiedy odszedł; jakbyśmy właśnie przez pryzmat tej chwili tym bardziej Go dostrzegli, tym bardziej zobaczyli ten trud, tę współpracę z laską, to dojrzewanie całego człowieczeństwa.
Trudno więcej o tym powiedzieć w tej chwili. W tej chwili przyszliśmy tutaj na modlitwę. Modlimy się za Jerzego, za Katarzynę i Piotra. Znajdujemy się u kresu tego długotrwałego pogrzebu; widocznie trzeba było, żeby ten pogrzeb tak długo trwał, ażebyśmy mogli dostrzec spoza śmierci i dalej słyszeć Jego świadectwo.
Dzisiaj stoimy z tymi prochami my wszyscy. Stoisz Ty, Czcigodna Matko, stoisz Ty, Danusiu z Marysią, Romku, Zosiu, Rodzice, i my wszyscy. I modlimy się o wieczny odpoczynek, o wieczne zbawienie dla Nich. Chociaż wiemy, że tak bardzo dążył do Boga, chodaż wiemy, że zginęły z Nim razem niewinne dzieci, jednak mamy świadomość Majestatu Bożego, tej wszystko przewyższającej świętości, wobec której stanął i On i dzieci. I dlatego prosimy o przebaczenie tych wszystkich win czy ludzkich słabości,' od których nie jest wolny człowiek, nawet z największym wysiłkiem i konsekwencją dążący do Boga.
Ale to nie wszystko. To nie wszystko. To nie wszystko, co w nas pozostawił ten człowiek i Jego przedziwne, po ludzku tak straszne odejście od nas. My wszyscy, którzyśmy Go znali, którzyśmy widzieli, jak bardzo kochał życie i wszystkie jego wartości – jak bardzo światłem tych wartości życia ziemskiego była dlań wiara. My wszyscy czujemy, jak Jego odejście rozszerza naszą świadomość o nowy wymiar: wymiar wieczności i wymiar ostatecznego spotkania, spotkania z Bogiem i w Nim. Św. Jan o tym pisze tak zwięźle i tak przejmująco, że Go ujrzymy jaki jest. To jest już Ich wymiar; to jest konsekwencja Twojej wiary, Jurku. Dlatego my tutaj pozostawiamy na boku wszystkie nasze ludzkie pytania. Może czas i na te pytania przyniesie częściowe odpowiedzi. Ostateczną odpowiedź przyniesie dopiero ten dzień, w którym spotkamy się w tym samym wymiarze, w którym „ujrzymy Go jaki jest”, i ujrzymy Was w Nim.
Jednakże coś z tego wymiaru staje się naszym udziałem już tu, właśnie przez Twoje odejście, przez Wasze odejście; właśnie przez ten pogrzeb, który tak długo trwał, w którym na tylu różnych miejscach uczestniczyliśmy: coś z tego wymiaru zostaje w nas, tu. Przeżyliśmy w ciągu tych dni listopadowych tajemnicę Świętych Obcowania; jeszcze jedno świadectwo pozwolił Ci Bóg świadczyć o tej tajemnicy. Niech Ci dalej pozwala. Masz teraz takie świadectwo Boga w sobie, jak nikt z nas! Niech Ci dalej pozwala świadczyć – być świadkiem już bez stów i bez Twoich dobrych, ziemskich uczynków, bez Twojego uśmiechu, bez Twojej sportowej sprawności i bez tego całego wysiłku, który tu na ziemi wkładałeś w to, żeby dojść do Boga.
Niech Bóg spełni wszystkie pragnienia Twojej duszy, dusz Twoich dzieci, niech Cię przyjmie w to zjednoczenie, w którym się rozwiązują wszystkie nasze, ziemskie pytania; i niech ta światłość wiekuista, o którą dla Ciebie się modlimy, dla nas, którzy tutaj pozostaliśmy, będzie światłością tajemnicy. Tajemnicy Świętych Obcowania.
Nieraz tu przychodziliście do tego kościoła, przyprowadzałeś tutaj Twoje dzieci: zawsze szukałeś środowiska. Niech w tym kościele akademickim Św. Anny pozostanie coś z Twojego ducha, z Twojego świadectwa, z Twojego wyznania: ażebyśmy, tworząc te ziemskie wspólnoty wyznawców Chrystusa, mogli – przez Ciebie – włączać się wciąż w tajemnicę Świętych obcowania.
Będziemy się modlić za Was: za Ciebie, za Kasię, za Piotra, i będziemy prosić o dojrzały owoc tego – po ludzku – za krótkiego życia, przedwcześnie urwanego, ale Bóg sam wie i zna czasy i chwile. Będziemy się modlić o dojrzały owoc dla nas.
Teraz przejdziemy do szczątków i tam zakończymy naszą modlitwę liturgiczną, ażeby je potem podjąć na nowo na Cmentarzu Podgórskim, o godz. 14.30.

KAROL KARDYNAŁ WOJTYŁA
KAZANIE Z OKAZJI ODSŁONIĘCIA TABLICY PAMIĄTKOWEJ W KOLEGIACIE ŚW. ANNY W KRAKOWIE, 23 LISTOPADA 1971

Dzisiaj jest pierwsza rocznica pogrzebu Jerzego Ciesielskiego i jego dzieci Piotra i Katarzyny. Przed rokiem pochowaliśmy ich prochy po nabożeństwie w kościele akademickim św. Anny, na cmentarzu podgórskim. Na dzień dzisiejszy grono jego przyjaciół którzy nie mogą zapomnieć jego osoby, przygotowało tablicę pamiątkową, która w czasie tej Mszy św. zostanie poświęcona, ażeby pozostać tutaj w kościele św. Anny i przypominać nam Jerzego Ciesielskiego, jego dzieci, jego życie i jego śmierć.
Ta tablica będzie znakiem, poniekąd znakiem zastępczym, skoro nie mogliśmy złożyć do grobu całego jego ciała. Ten znak będzie jak gdyby uzupełnieniem tamtego braku. Ale każdy znak mówi nam równocześnie o tym co widzialne, bo sam jest widzialny i o tym co niewidzialne. Szczególne jest znaczenie znaku w Kościele, bo Kościół jest widzialny zarazem. Jest widzialny poprzez nas wszystkich ludzi, którzy Go tworzymy. Jest zarazem w ludziach niewidzialny, bo to co jest niewidzialne i duchowe w nas to przede wszystkim kształtuje Kościół i właśnie to co niewidzialne w nas, nadaje kształt temu co w nas i w Kościele widzialne.
Ta sama prawda, to samo spotkanie widzialnego z niewidzialnym odnosi się do rzeczywistości Kościoła poza granicą śmierci i grobu. Kościół ma swój wymiar eschatologiczny – jak nam to przypomniał Sobór Watykański II – i to jest właśnie wymiar pełniejszy. I ten wymiar jest niewidzialny. Ale przecież wierzymy tak, jak ta siostra Łazarza, do której zwrócił się Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Wierzymy, że w tym niewidzialnym wymiarze, wymiarze Wieczności, Zbawienia, Zjednoczenia z Ojcem są ci wszyscy ludzie, ci sami ludzie, którzy z nami razem tworzyli i nadal tworzą widzialny kształt Kościoła. ;
Otóż i ta tablica ma być znakiem widzialnym tego co niewidzialne a rzeczywiste. Ma ona również w kościele akademickim św. Anny przypominać o człowieku, który ten Kościół wraz z innymi ludźmi swojego pokolenia tworzył. Tworzył nie tylko przez swoją wielokrotną i wieloraką w Nim obecność, ale przez kształt swojego ducha. Przez ten kształt, który tu przynosił i który stąd zabierał: swoją dojrzałość. Bo przecież temu ma służyć świątynia, ażeby ludzie, którzy do niej przychodzą, przynoszą i otwierają swoje dusze – wychodzili z niej dojrzalsi i promieniowali tą prawdą, tym życiem, tą miłością, których świątynia stała się w nich jakby zaczynem.
Niech więc i ta tablica służy pamięci Jerzego Ciesielskiego naszego drogiego przyjaciela, jego dzieci, jego tak szlachetnego, chrześcijańskiego życia osobistego, rodzinnego, zawodowego i jego śmierci, po ludzku tragicznej, ale – tak wierzymy – zapisanej w księgach wieczności tym wielkim Światłem, które mu świeci, Światłość Wiekuista. I tym wielkim Obcowaniem, które przerasta wszelkie nasze ziemskie obcowania i wszelkie nasze ziemskie oczekiwania. Amen.


Kalendarium życia Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego

  • 12 II 1929 r. – urodził się w Krakowie
  • 31 III 1929 r. – przyjął Chrzest św. w parafii św. Mikołaja
  • IX 1935 – VI 1942 r. – chodził do Szkoły Podstawowej nr 3 przy ul. Frycza Modrzewskiego w Krakowie
  • 1938 r. – przyjął Komunię św. u oo. karmelitów przy ul. Rakowickiej w Krakowie
  • IX 1942 – VI 1944 r. – uczęszczał do Szkoły Handlowej w Krakowie
  • 1944/1945 r. – pracował w kwaszarni kapusty
  • II 1945 – V 1948 r. – chodził do VIII Państwowego Gimnazjum i Liceum A. Witkowskiego w Krakowie
  • III 1945 r. – rozpoczął treningi w Sekcji Piłki Ręcznej „Cracovii”
  • V 1945 r. – wstąpił do IV Drużyny Harcerzy w Krakowie
  • VII 1945 r. – składa przyrzeczenie harcerskie
  • jesień 1947 r. – współorganizuje Gimnazjalny Klub Sportowy „Orkan”
  • 19 V 1948 r. – zdaje maturę
  • V lub VI 1948 r. – uczestniczy w rekolekcjach ks. J. Barana dla maturzystów w Tyńcu
  • X 1948 r. – podejmuje studia na Wydziale Budownictwa Lądowego oraz na Studium Wychowania Fizycznego
  • jesień 1948 r. – nawiązuje kontakt z ks. J. Pietraszką i Iuventus Christiana
  • od 1948 r. – Jest członkiem Sekcji Wioślarskiej AZS-u
  • wiosna 1950 r. – nawiązuje kontakt z KS „Olsza”, potem zostaje jego członkiem w Sekcji Turystyki Kajakowej, a następnie organizuje Sekcję Wioślarską
  • V lub VI 1951 r. – kończy studia w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w Krakowie
  • 15 VIII 1951 – 1 VI 1952 r. – pracuje w KPZB (Krakowskie Przedsiębiorstwo Budowlane)
  • I 1952 r. – uzyskuje dyplom inż. budownictwa lądowego na Wydziale Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej
  • I 1952 r. – wstępuje do PTTK
  • II 1952 r. – podejmuje studia magisterskie na Wydziale Budownictwa Lądowego w Politechnice Krakowskiej
  • III 1952 r. – uzyskuje stopień instruktora narciarskiego
  • 1952 r. – podejmuje pracę zawodową w Krakowskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłu i w Nowej Hucie, potem w Biurze Projektów Przemysłu Skórzanego, Biurze Projektów Budownictwa Komunalnego
  • 1952/1953 r. – nawiązuje kontakt z ks. K. Wojtyłą
  • 5 V 1953 r. – umiera ojciec Jerzego
  • 26 II 1954 r. – zdaje egzamin magisterski na Politechnice Krakowskiej i uzyskuje dyplom mgr inż. budownictwa lądowego
  • od 1954 r. – podejmuje pracę w Zakładzie Badawczym Katedry Konstrukcji Żelbetowych Politechniki Krakowskiej, gdzie pracuje do 1969 r.
  • 29 VI 1957 r. – przyjmuje Sakrament Małżeństwa z Danutą Plebańczyk
  • 14 IV 1958 r. – rodzi się córka Maria
  • VIII 1958 r. – pobyt na Port-Cros – Centre International de la Conférence Olivaint
  • VI 1960 r. – uzyskuje stopień dr. nauk technicznych w Politechnice Krakowskiej
  • 19 V 1961 r. – rodzi się córka Katarzyna
  • 16 VII 1962 r. – rodzi się syn Piotr
  • w 1966 r. – nawiązuje kontakt z Ruchem Focolari
  • VI 1968 r. – uzyskuje stopień docenta nauk technicznych w zakresie budownictwa i konstrukcji betonowych
  • VIII 1969 r. – bierze udział w pierwszym Mariapoli w Zakopanem
  • 14 IX 1969 r. – wyjeżdża do Chartumu, do pracy na tamtejszym Uniwersytecie Technicznym
  • VII 1970 r. – po urlopie w Polsce wyjeżdża do Chartumu z rodziną
  • 9 X 1970 r. – ginie wraz z dwojgiem dzieci w katastrofie statku na Nilu w Chartumie

Kalendarium procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego

PRZYGOTOWANIA DO PROCESU DIECEZJALNEGO

  • 28 sierpnia 1985 r. – Zgoda abp Khartoum, Gabriela Zubeira Wako na prowadzenie procesu w Krakowie
  • 8 listopada 1985 r. – Zgoda na proces beatyfikacyjny wydana w czasie 210. Sesji Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski
  • 30 listopada 1985 r. – Komunikat kard. F. Macharskiego o rozpoczęciu kanonicznego dochodzenia w sprawie heroiczności cnót Sługi Bożego
  • 6 grudnia 1985 r. – Ks. kard. Franciszek Macharski mianuje Trybunał w osobach: Delegata Biskupa (ks. Kazimierza Waliczka), Promotora Sprawiedliwości (o. Czesława Drążka tj), notariusza (ks. Stefana Ryłko CRL), którzy złożyli przysięgę 31.12.1985 r.


PROCES KANONICZNY W ARCHIDIECEZJI KRAKOWSKIEJ

  • Od 31 grudnia 1985 r. do 14 maja 1990 r. – 84 sesje procesu w Archidiecezji Krakowskiej. Przesłuchano 47 świadków w tym 6 ex officio oraz 2 ekspertów
  • Od 19 listopada 1987 r. do 9 stycznia 1988 r. – 3 sesje procesu rogatorialnego w Wikariacie w Rzymie.
  • 25 września 1986 r. – Ks. kard. F. Macharski mianuje Komisję Naukowo-Techniczną do oceny dorobku Sługi Bożego. Ukończyła swe prace 27 maja 1988r.
  • 29 marca 1989 r. – Ks. kard. F. Macharski nominuje dwóch konsultorów teologów do oceny pism Sługi Bożego. Studium ukończyli: 29 marca 1990 r i 6 kwietnia 1990 r.
  • 29 maja 1990 r. – Zakończenie procesu archidiecezjalnego.
  • 15 czerwca 1990 r. – Przekazanie akt procesu beatyfikacyjnego w Kongregacji ds. Kanonizacyjnych przez ks. postulatora generalnego Jerzego Mrówczyńskiego wraz z podaniem o dekret na otwarcie tychże akt.

PROCES RZYMSKI

  • 16 czerwca 1990 r. – Kongregacja wydaje dekret na otwarcie akt procesu.
  • 2 sierpnia 1990 r. – ks. kard. F. Macharski mianuje ks. M. Jagosza postulatorem.
  • 20 października 1990 r. – otwarcie akt procesu u kanclerza Kongregacji.
  • 24 listopada 1990 r. – Postulator otrzymał Kopię Publiczną akt procesu przeprowadzonego w Krakowie.
  • 9 stycznia 1991 r. – Złożenie w wydawnictwie Citta Nuova włoskiej wersji biogramu Sługi Bożego do drugiej części Appendice Bibliotheca Sanctorum.
  • 5 maja 1991 r. – Teologiczna ocena cenzora teologa „Notatek Jerzego Ciesielskiego” jako ucznia szkoły średniej 18.01.1945 – 5.07.1945 r.
  • 11 września 1991 r. – Aleksander Litewka opracował tekst p.t. Jerzy Ciesielski w prasie sportowej.
  • 23 września 1991 r.- Postulator prosi Kongregację o dekret ważności procesu.
  • 7 lutego 1992 r. – Dekret Nihil Obstare ze strony Stolicy Apostolskiej na prowadzenie procesu.
  • 12 lutego 1992 r. – Druk 4.000 obrazków z życiorysem i modlitwą o beatyfikację Sługi Bożego.
  • 21 lutego 1992 r. – Kongregacja wydaje dekret ważności procesu diecezjalnego.
  • 26 lutego 1992 r. – Prośba Kongregacji o wyznaczenie przez nią relatora.
  • 26 lutego 1992 r. – Nominacja ks. prałata Władysława Gasidły wicepostulatorem.
  • 28 lutego 1992 r. – Kongregacja mianuje relatora generalnego O. Ambrożego Esera OP, relatorem sprawy. Pod jego kierunkiem opracowana została Positio Causae, do której w ciągu 1990 r. ks. dr Jerzy Mrówczyński przygotował Testimonia ex Processu Archidiocesano Cracoviensis. Rewizji tłumaczenia tychże dokonała na przełomie 1991/1992 r. Anna Maria Leonardi.
  • 29 marca 1992 r. – Druk 10.000 obrazków z życiorysem i modlitwą o beatyfikację Sługi Bożego.
  • 4 maja 1992 r. – Mgr Zofia Wordliczek historyk opracowała Tło historyczne czasów życia Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego (192901970), dla potrzeb Postulacji.
  • Maj 1994 r. – Druk dwóch części Positio Causae: Sumarium Additionale (pp.XIV+270) oraz Summarium depositionum ex Porocessu Archidiocesano Cracoviensis (pp.VII+543).
  • W 1994/95 r. – O.Ambroży Eser opracował Informatio de virtutibus Servi Dei, którą następnie oddano do druku (pp.3+91) razem z opiniami dwóch teologów cenzorów z ocenami pism tj. Listów Sługi Bożego do żony i dzieci Positio Super Scriptis (pp. 27).
  • 20 lipca 1995 r. – Złożenie w Kongregacji Positio Causae, która ma być przedmiotem dyskusji konsultorów-teologów, następnie Kongresu Kardynałów, przed wydaniem papieskiego dekretu dotyczącego heroiczności cnót Sługi Bożego.
  • 1995 r. – Maria Władyczanka przygotowała do druku wyd. p.t. Dziękuję Ci Boże że jestem... Wspomnienia o Jerzym Ciesielskim, Kraków, Wydawnictwo Archidiecezji Krakowskiej św. Stanisława B.M. 1995,
  • 31 grudnia 1996 r. – Postulator prosi kongregację o Instrukcję w sprawie rekognicji i przeniesienia urny z prochami Sługi Bożego z cmentarza w Krakowie – Podgórzu do kolegiaty akademickiej św. Anny w Krakowie.
  • Styczeń 1997 r. – Fundacja „Źródło” wydawca Tygodnika Rodzin Katolickiej w pięciolecie swojego istnienia ustanowiła nagrodę specjalną pod patronatem Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego – Ojca Rodziny.
  • 10 lutego 1997 r. – Instrukcja Kongregacji w sprawie rekognicji i translacji.
  • 23 maja 1997 r. – Uzupełnienie bibliografii do życiorysu złożonego do tomu Bibliotheca Sanctorum.
20 października 1998 r. – Przeniesienie urny z prochami Sługi Bożego do Kolegiaty Akademickiej św. Anny w Krakowie


>> powrót